Opinie i komentarze

Jakóbik: Nadchodzi koniec Chin…albo komunistów

14 maja 2021, 10:26 /
Jakóbik: Nadchodzi koniec Chin…albo komunistów

Państwo Środka opisywane jako następca w roli super potęgi, jaką obecnie są Stany Zjednoczone, w rzeczywistości stoi nad przepaścią. Może znad niej uciec w izolację ryzykując, że upadek i tak je spotka, albo zmienić dotychczasowy model społeczno-gospodarczy zbudowany przez komunistów – pisze redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

 

Dylemat Kissingera

Już Henry Kissinger w kanonicznym dziele „On China” z 2011 roku stawiał tezę, że Chiny mają przed sobą w historii zawsze ten sam wybór tragiczny: otworzyć się i rozwijać we współpracy ze społecznością międzynarodową albo zamknąć, pogrążając się w totalitaryzmie. Tak było w obliczu dyplomacji kanonierek i swoistej kolonizacji upadającego Państwa Środka doby wojen opiumowych. Chiny otworzyły się na świat, ale straciły podmiotowość. Tak było w obliczu rewolucji kulturalnej. Komuniści zamknęli bramy Jadeitowego Pałacu i postanowili budować Chiny od nowa projektując inżynierię społeczną na niespotykaną skalę, także pod względem ofiar. Chińczycy uchylili nieco drzwi kapitałowi zachodniemu, gdy nadeszła rewolucja gospodarcza Denga Xiaopinga z lat 80-tych XX wieku, dając rozwój gospodarczy okupiony jednak barbarzyńską polityką jednego dziecka. Okazuje się, że doprowadziła ściągnęła ona na Chiny nowe problemy każące im po raz kolejny w historii stanąć dylematem Kissingera.

Koniec dywidendy demograficznej

Polityka jednego dziecka miała pozwolić na szerszy dostęp Chińczyków do dóbr konsumpcyjnych, dając tak zwaną dywidendę demograficzną, której poświęciłem pracę magisterską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie jest zatem nowa wiedza o tym, że ta dywidenda się kończy. Niestety nie jest to wiedza powszechna, szczególnie wobec znacznej otwartości opinii publicznej na materiały propagandowe Państwa Środka. Keiichiro Oizumi z Center for Pacific Business Studies stawiał ponad dekadę temu tezę, że dywidenda demograficzna Chin skończy się w 2015 roku. Jeżeli w ostatnich latach przyrost demograficzny Państwa Środka spowalniał, to może się okazać, że niebawem będzie ujemny. Póki co jednak Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne znane z przekłamywania danych poprzez odpowiednią ich kompilacje opublikowało z kilkumiesięcznym opóźnieniem najnowsze dane o demografii i poinformowało o wzroście ludności Państwa Środka o zaledwie 5,4 procent w 2010 roku. Od dekady przybyło około 73 mln Chińczyków. Ta liczba robi wrażenie, ale tempo wzrostu jest najniższe od 1953 roku, odkąd Pekin prowadzi badania statystycznego tego rodzaju. Chińczycy mają zatem najludniejszą populację świata sięgającą 1,411 mld ludzi, ale stają się coraz starsi, a tempo ich starzenia przyspiesza. 260 mln Chińczyków przekracza wiek 60 lat. Cała populacja USA to 330 mln. Ich udział w populacji wzrósł o 5,4 procent w stosunku do 2010 roku, czyli prawie dwa razy więcej niż w dekadzie 2000-10. W minionym roku narodziło się tylko 12 mln Chińczyków, czyli najmniej od 49 lat. Chińczycy zaczęli luzować politykę jednego dziecka w 2015 roku spodziewając się tych problemów, ale konsumpcjonizm popularny w krajach rozwijających się gospodarczo dociera i do nich, ograniczając apetyt młodych na potomstwo. Starzenie się społeczeństwa, a przez to kurczenie siły roboczej i rozrost programów socjalnych, połączone z istotną zależnością od konsumpcji zewnętrznej może spowodować załamanie wzrostu gospodarczego. Brytyjski magazyn medyczny The Lancet przewiduje spadek populacji Chin do 730 mln ludzi w 2100 roku. Uniwersytet Wisconsin twierdzi, że będzie to 350-450 mln do 2100 roku.

Chiny idą w ślad Japonii

Podobny los spotkał Japonię, która w latach dziewięćdziesiątych XX wieku była prezentowana jako rychła super potęga mająca wyprzedzić Stany Zjednoczone. Skoro Państwo Środka nie będzie miało nadwyżki taniej siły roboczej, wzrostu konsumpcji pochodzącego głównie od niej, ani łatwego dostępu do technologii ze względu na ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym, stanie znów przed dylematem przedstawionym przez Kissingera. Może się otworzyć, wpuścić kapitał i wiedzę Zachodu, a być może także imigrantów trudnych do zaakceptowania wobec walki z odmiennością w Chinach obrazowanej przez prześladowania Ujgurów czy sekty Falun Gong. Światowy podaje, że tylko jedna dziesiąta procenta mieszkańców Chin to obecnie obcokrajowcy. Nowe otwarcie niewątpliwie osłabiłoby władzę Partii Komunistycznej nad społeczeństwem i zagrozi jej widmem nowej kolonizacji znanej z XIX wieku. Państwo Środka może zatem znów się zamknąć i próbować przestawić z powrotem na masowy eksport, ale wówczas podważy innowacyjność w oczekiwaniu na całkowite załamanie dywidendy demograficznej. Według Harvard Business Review populacja Chin zdolna do pracy w wieku 15-64 lat skurczy się o 9 procent od 2015 do 2035 roku. To spadek o 200 mln ludzi, czyli tyle ile połączona populacja Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Holandii i Szwajcarii. HBR przypomina, że podobny spadek zanotowała Japonia i wyniósł on 13,4 procent w latach 1997-2017.

Dług zamiast migrantów i robotów

Chińczykom, podobnie jak innym obawiającym się braku rąk do pracy, pozostaje nadzieja na robotyzację pracy lub wzrost dzietności. Przesiedlenia ludności wiejskiej do miast mogą nie przynieść już rezultatu, ponieważ Chiny mogły przekroczyć punkt zwrotny Lewisa w 2018. Oznaczałoby to, że mieszkańcy wsi nie chcą już migrować do miast. Liczba niewykorzystanych apartamentów w miastach ma sięgać 64 milionów. Plan przesiedlenia 250 mln ludzi do miast w 2025 roku może być trudny do zrealizowania bez użycia siły. Robotyzacja nie będzie możliwa bez rozwoju technologicznego, a ten może zostać ograniczony przez problemy z własnością intelektualną na terytorium Państwa Środka. HRW ustalił, że największe rządy i firmy zachodnie wycofują produkcję z Chin, a firmy chińskie mają coraz gorszy wizerunek na Zachodzie. Ten trend utrudni transfer technologii. Firmy chińskie, w których każda z ponad 50 pracownikami musi mieć na pokładzie przedstawiciela Partii Komunistycznej, mogą mieć problem z indukowaniem lokalnej innowacji. Większość firm chińskich na liście Fortune 500 to spółki państwowe lub hybrydowe. Całkowity dług rządowy Państwa Środka wynosi 34 bln dolarów, czyli 266 procent Produktu Krajowego Brutto. Zadłużenie państwowych firm sięgało ponad 16 bln dolarów w lipcu 2018 roku. Spowolnienie demograficzne i gospodarcze może podwoić tempo wzrostu zadłużenia.

Koniec Chin albo komunistów

Wracając do dylematu Kissingera, Chiny mogą teraz zamknąć się i próbować samotnie naprawić demografię oraz gospodarkę, ryzykując upadek. Mogą także otworzyć się, ale także w konsekwencji być może zakwestionować model społeczno-ekonomiczny stworzony przez Partię Komunistyczną. Czymże jednak jest ideologia komunistyczna dyktująca Chinom politykę od kilkudziesięciu lat wobec tysięcy lat historii Państwa Środka?